Czasami taki STAN trwa krótko, czasami cały dzień, a czasami tak się utrwala, że tkwimy w nim długi czas i staje się naszą osobowością, bo utknęliśmy w tym STANIE.
O jakim STANIE piszę? O STANIE układu nerwowego, który stał się naszym „domem”, w którym przebywamy najczęściej i jeśli będziemy żyć jak na autopilocie, to stanie się naszym GPS, nawigacją prowadzącą nas przez życie.
W zależności od STANU, w którym się znajdujemy, inaczej myślimy, inne podejmujemy decyzje, otrzymujemy inne efekty. Ale to nie wszystko. Czasami mówimy to samo, a efekt może być różny, bo wynika z naszego innego punktu wyjściowego, czyli z innego STANU. Jeśli prosimy dziecko, by coś zrobiło i mówimy to z czerwonej strefy, a więc z irytacją lub pretensją, jest niewielka szansa na to, że dziecko to wykona. Jeśli te same słowa padną z naszej zielonej strefy: uważności, lekkości i spokoju, a dziecko doreguluje się do nas, rezultat będzie korzystny.
Monitorowanie siebie – w jakim STANIE się znajduję, jest oznaką uważności i większej świadomości terapeuty, jego rozwoju osobistego i zawodowego.
Dotyczy to nas dorosłych i jeszcze bardziej dzieci. Bo ich układy nerwowe dopiero się kształtują i dojrzewają. Wiemy, że dzieci potrzebują regulacji, a do tego jest im potrzebny dorosły, który im w tym pomoże – dorosły (terapeuta i rodzic), który sam jest świadomy i wyregulowany oraz ma zasoby, by czytać potrzeby emocjonalne dziecka i odpowiednio je regulować.
Od czego warto zacząć?
Od uważności. Uważności na to, w jakim STANIE teraz jestem? Czy czuję się wypoczęta, spokojna, pełna energii, czy jestem poirytowana, w pośpiechu, może niewyspana lub głodna? A może nie chce mi się wstać z łóżka i nic mnie nie cieszy? Te przykłady można mnożyć, jest ich wiele. Chodzi o uświadomienie sobie, w jakim stanie się teraz znajduję. To pomoże nam spojrzeć na dziecko w ten sam sposób.
W jakim STANIE jest dziecko, które się złości, kopie, brzydko mówi? Oczywiście w czerwonej strefie „walki/ucieczki”. Pod wpływem adrenaliny i kortyzolu. Bez możliwości słuchania, myślenia, wyciągania wniosków, bez empatii i możliwości spokojnego siedzenia.
Wiemy już, czego nie warto robić, co nie przyniesie rezultatów. Nasuwa się więc pytanie, jak pomóc dziecku wyjść z czerwonej strefy do zielonej – zaangażowania społecznego. Co zrobić najpierw, by dziecko mogło słuchać, patrzeć w oczy, swobodnie mówić, kontrolować swoje ciało i emocje, współpracować z innymi?
A jak pomóc dziecku, które wchodzi na salę SI i mimo ADHD mówi: „nic mi się nie chce, nie mam dzisiaj siły” i kładzie się na pufie?
Jak zacząć terapię, gdy dziecko całym sobą: swoim ciałem, głosem, mimiką, wzrokiem wysyła komunikat: „chcę się tylko pobawić, nie mów do mnie teraz”?
![]()
Oczywiście dzieci są różne i mają różne potrzeby, ale jednym z nadrzędnych celów terapii SI jest wsparcie dziecka w regulacji układu nerwowego. I warto oczywiście docierać do przyczyn trudności dziecka (np. ciągłe niewysypianie się) i wpływać, w miarę możliwości, na ich eliminację, jednak szukamy sposobów na wsparcie dziecka tu i teraz.
Moc zapachu
Olejkami eterycznymi interesuję się od dawna, ale dopiero teraz dotarło do mnie, że węch jest zmysłem najczęściej pomijanym w różnych terapiach. I zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle jest terapia bazująca na zmyśle węchu. Otóż jest i nazywa się OLFAKTOTERAPIA. I nie jest to to samo co aromaterapia. W olfaktoterapii stosuje się olejki wyłącznie drogą węchową, czyli nie do masażu ani nie do kąpieli, tylko poprzez wdychanie.
Z siedmiu zmysłów chyba najmniej doceniamy zmysł węchu. I chociaż jego działanie często bagatelizujemy, warto to zweryfikować i bliżej go poznać, bo okazuje się, że węch ma wielką moc i przewagę nad innymi zmysłami, gdyż może działać… natychmiastowo.
Olejki eteryczne działają bardzo szybko, bo cząsteczki zapachu docierają do naszego mózgu już w niecałe 2 sekundy. Ciekawostką jest, że spośród wszystkich zmysłów tylko węch ma bezpośrednią, niemodulowaną drogę do układu limbicznego, a dokładniej do obszarów odpowiedzialnych za emocje (ciało migdałowate) i pamięć (hipokamp), oraz może wpływać na regulację tętna.
W przeciwieństwie do wzroku, słuchu, dotyku, smaku, które są najpierw przetwarzane we wzgórzu (filtracja i świadoma interpretacja), sygnał węchowy odbierany jest przez receptory węchowe i bezpośrednio przekazywany do opuszki węchowej, a stamtąd do układu limbicznego bez przechodzenia przez korę mózgową. Omijając filtr świadomości, zapach pozwala „obejść obronę” umysłu: opór, niechęć, zmęczenie, sprzeciw dziecka.
Dlatego, jeśli dziecko nie ma siły, chęci czy energii na jakiekolwiek działania, nawet na oddychanie, to wąchanie jest najłatwiejsze. I tym wąchaniem w prosty sposób, aktywujemy układ zaangażowania społecznego (zieloną strefę).
Jak zwykle, warto zacząć od siebie – sprawdzić, jak dany olejek wpływa na nas, na nasze samopoczucie i nasz dobrostan, jak się po nim czujemy, czy chcemy do niego wracać, czy nas „przyciąga”. I jeszcze jedna ważna rzecz – czasami zapach tak nam pasuje, że przestajemy go czuć, jednak dla innych może on być irytujący, więc warto to obserwować.
Proponuję więc takiemu przebodźcowanemu dziecku, by położyło się na pufie i mówię, że widzę, że jest bardzo zmęczone. Zaspokajam tym samym jego potrzebę bycia zauważonym („widzę cię”) i jego potrzebę odcięcia się od bodźców (pozycja Cooka; zamknięcie oczu, przykrycie ciężką kołderką). Proponuję, by dziecko wzięło udział w konkursie, „na najlepszy oleje...
Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem
Dołącz do 3000 + czytelników, którzy nieustannie pogłębiają swoją wiedzę z zakresu pracy z podopiecznym z zaburzeniami integracji sensorycznej.
Otrzymuj co 2 miesiące sprawdzone narzędzia diagnostyczno-terapeutyczne od ekspertów – praktyków. Rozszerzaj swój warsztat pracy z podopiecznym z różnorodnymi zaburzeniami rozwojowymi w każdym wieku.