Takie postrzeganie terapii nie dziwi w przypadku rodziców, którzy rozpoczynają swoją drogę z integracją sensoryczną i naturalnie poszukują konkretnych ćwiczeń oraz gotowych rozwiązań. To właśnie w taki sposób najczęściej poznają terapię procesów integracji sensorycznej. Większej refleksji wymaga jednak sytuacja, w której również terapeuta zaczyna utożsamiać terapię przede wszystkim z wykonywaniem kolejnych aktywności, zamiast traktować je jako narzędzia prowadzące do określonego celu terapeutycznego. Wtedy bardzo łatwo pomylić narzędzie z celem.
Warto więc wrócić do podstawowego pytania: „Jaki jest rzeczywisty cel terapii procesów integracji sensorycznej?”. Nie jest nim wykonanie określonego zestawu ćwiczeń ani opanowanie kolejnych aktywności. Ćwiczenia są jedynie narzędziem. Ich zadaniem jest wspieranie układu nerwowego dziecka w osiąganiu i odzyskiwaniu takiego poziomu regulacji, który pozwala mu uczyć się, nawiązywać relacje, planować działanie, rozwiązywać problemy i korzystać ze swojego potencjału. Innymi słowy, pomagamy dziecku jak najczęściej funkcjonować w jego oknie tolerancji, czyli w stanie, w którym układ nerwowy jest gotowy do efektywnego uczenia się, współpracy i codziennego życia.
Kiedy terapeuci słyszą słowo „regulacja”, bardzo często myślą przede wszystkim o wyciszeniu dziecka. Tymczasem regulacja nie zawsze oznacza uspokojenie. Czasami dziecko potrzebuje ograniczenia bodźców i odpoczynku, innym razem – ruchu, zwiększenia poziomu aktywacji lub lepszej organizacji informacji płynących z ciała. Regulacja nie jest więc jednym konkretnym stanem, ale procesem odzyskiwania równowagi przez układ nerwowy. W codziennej praktyce terapeutycznej możemy wspierać ten proces na wiele sposobów. W tym artykule chciałabym zatrzymać się przy trzech z nich: regulacji poprzez kontakt, regulacji poprzez ciało oraz regulacji poprzez środowisko.
Nie ma jednej drogi do regulacji
Jednym z najczęściej popełnianych błędów jest przekonanie, że określona aktywność będzie działała regulująco u każdego dziecka. Tymczasem układ nerwowy nie reaguje według prostego schematu – ta sama aktywność może u jednego dziecka obniżać poziom napięcia, u drugiego zwiększać gotowość do działania, a u jeszcze innego prowadzić do dyskomfortu. Klasycznym przykładem jest huśtanie, które wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z aktywnością wyciszającą. Tymczasem dla jednego dziecka będzie ono źródłem wyciszenia i poczucia bezpieczeństwa, dla innego stanie się sposobem na zwiększenie poziomu aktywacji, a u kolejnego może stać się przyczyną niepokoju i przeciążenia. To nie aktywność sama w sobie reguluje dziecko – o tym, czy okaże się pomocna, decyduje sposób, w jaki odpowiada na nią jego układ nerwowy.
To właśnie dlatego w terapii procesów integracji sensorycznej nie szukamy uniwersalnych ćwiczeń, które będą skuteczne u każdego dziecka. Poszukujemy takich doświadczeń, które odpowiadają aktualnym potrzebom układu nerwowego dziecka. W codziennej praktyce terapeutycznej regulację najczęściej wspieramy poprzez odpowiednio dobraną stymulację trzech bazowych systemów sensorycznych – przedsionkowego, proprioceptywnego i dotykowego. To właśnie oddziaływanie na te systemy jest podstawowym sposobem wspierania regulacji poprzez ciało. Nie oznacza to jednak, że regulacja odbywa się wyłącznie poprzez ciało. Na proces odzyskiwania i utrzymywania równowagi wpływają także relacja z drugim człowiekiem oraz środowisko, w którym funkcjonujemy. To właśnie wzajemne oddziaływanie tych trzech obszarów – kontaktu z drugim człowiekiem, ciała i środowiska – stwarza najlepsze warunki do skutecznej regulacji, otwierając przestrzeń do uczenia się, eksplorowania świata i podejmowania codziennych wyzwań.
Regulacja poprzez kontakt
Kontakt jest pierwszym doświadczeniem regulacyjnym człowieka. Jeszcze zanim dziecko nauczy się korzystać z własnych strategii regulacyjnych, doświadcza współregulacji dzięki obecności drugiego człowieka. To spokojny głos, uważna obecność, rytm kontaktu i poczucie bezpieczeństwa tworzą warunki, w których układ nerwowy może stopniowo odzyskiwać równowagę.
W codziennej praktyce terapeutycznej bardzo często koncentrujemy się na tym, co zaproponować dziecku – jakie ćwiczenie wykonać, jaki sprzęt wykorzystać lub jaką aktywność zaplanować. Równie ważne jest jednak to, w jaki sposób jesteśmy z dzieckiem. Nasza postawa, sposób mówienia, tempo działania, mimika, kontakt wzrokowy czy umiejętność dostrojenia się do jego aktualnego stanu mają bezpośredni wpływ na funkcjonowanie jego układu nerwowego.
Dziecko nie uczy się samoregulacji w izolacji. Najpierw doświadcza współregulacji, czyli sytuacji, w której to dorosły pomaga mu odzyskać równowagę. Dopiero wielokrotnie powtarzające się doświadczenia bycia regulowanym przez drugiego człowieka stają się fundamentem rozwijającej się samoregulacji. Oznacza to, że terapeuta nie jest wyłącznie osobą prowadzącą zajęcia. Jego obecność, sposób reagowania i jakość kontaktu stają się integralną częścią procesu terapeutycznego.
Dlatego warto pamiętać, że regulacja rozpoczyna się jeszcze przed pierwszym ćwiczeniem. Rozpoczyna się w chwili, gdy dziecko przekracza próg gabinetu i spotyka terapeutę. Zanim terapeuta zaproponuje dziecku pierwszą aktywność, układ nerwowy dziecka już komunikuje: „Jest bezpiecznie” albo: „Muszę pozostać w gotowości”. To od tej pierwszej, często niewidocznej wymiany informacji w dużej mierze zależy, czy dziecko będzie gotowe korzystać z doświadczeń, które przygotowaliśmy dla niego podczas terapii.
Ta pierwsza wymiana informacji zachodzi niezależnie od tego, czy terapeuta świadomie ją planuje. Układ nerwowy dziecka od pierwszych chwil odbiera i interpretuje sygnały płynące od drugiego człowieka. Dlatego równie ważne jest to, w jakim stanie znajduje się sam terapeuta....
Ta część serwisu dostępna jest
tylko dla prenumeratorów.
Zaloguj się, aby uzyskać dostęp do materiałów.
Nie masz jeszcze dostępu?
Wybierz prenumeratę i zyskaj dostęp do pełnej
zawartości
serwisu.