Chciałabym opowiedzieć o terapii chłopca, który ma bardzo obszerną historię medyczną, począwszy od zaburzeń podstawowych, przez operację na skutek wypadku samochodowego, jednak spojrzymy na niego przez pryzmat jego niepełnosprawności ruchowej. Znam go 6 lat, przez prawie cały ten czas prowadziłam terapię chłopca, dopiero w ciągu ostatniego roku nasze drogi się rozeszły, by w tym miesiącu spotkać się ponownie.
Filar pierwszy: relacja
Z chłopcem miałam bardzo mocno ugruntowaną relację. On doskonale znał mój głos, mój dotyk, mój zapach. Jestem osobą, która też zawsze żartuje w ten sam sposób i powtarza ten sam żart kilkukrotnie, więc gdy tylko chłopiec pojawił się w moim gabinecie, przerobiliśmy naszą „rutynę powitalną”, on się roześmiał, więc wiedziałam, że możemy zaczynać. Było to dla mnie niezmiernie ważne, ponieważ znajdowaliśmy się w całkowicie nowym dla niego miejscu. Strach przed nowym, nieznanym widać było u niego chociażby podczas wchodzenia po schodach – obecnie, żeby się do mnie dostać, trzeba pokonać wiele schodów. W znanych warunkach chłopiec wchodzi, współuczestnicząc, tym razem blokował ruchy, nie pomagał tak mocno jak dotychczas. Wejście zajęło dwukrotnie więcej czasu, zejście graniczyło z cudem. W związku z tym na początku chciałam dać mu tyle czasu, ile tylko potrzebował. Nawet 50 minut? Całe zajęcia? Owszem. Nawet 50 minut. I gdyby w tej 50. minucie się roześmiał, byłyby to cudowne zajęcia zakończone sukcesem. W tym przypadku wystarczyła niecała minuta. Obserwacja zachowania chłopca na materacu – częste poruszanie głową, również kręcenie kółek, nieprzerwane poruszanie kończynami górnymi, mruczenie, naprzemiennie z chrząkaniem.
Stymulacje
Profil sensoryczny tego ośmioletniego chłopca kształtuje się w następujący sposób: podreaktywność we wszystkich systemach sensorycznych, ze szczególnym upodobaniem masywnych bodźców przedsionkowych. Mając to na uwadze i fakt, że chłopiec nigdy nie był w hamakach podsufitowych, nasze zajęcia rozpoczęłam od tego. Momentalnie pojawił się u niego uśmiech. Po całej serii „turbulencji” hamakowych wraz z podrzucankami, tarmoszeniami, dociskami głowy w miękki hamak nastąpiło u chłopca wyciszenie zachowania. Zmniejszyła się ilość ruchów dłoni i rąk, wyciszyły się wydawane dźwięki. Widoczny był spokój. W hamakach również ustawiłam go w pozycji podpartego siadu klęcznego i wykonywałam miarowe ruchy hamaka w górę i w dół. Oczekiwaną reakcją adaptacji było uniesienie głowy w górę, ponieważ w tej pozycji od razu uciekał do całkowitego zgięcia. Chciałam, żeby osiągnął to poprzez wytworzenie napięcia w mięśniach odpowiedzialnych za prostowanie tułowia i głowy. Udało mu się kilka razy. Taka stymulacja poprawia też stabilizację głowy. Temat rozwoju ruchowego zostanie jeszcze poruszony. Następnie przeszliśmy do stymulacji dotykowych. U chłopca największe zapotrzebowanie na bodźce widoczne jest w obrębie twarzy, szczególnie wewnątrz jamy ustnej. Każdy bodziec, który mu dostarczałam na nos, policzki czy wargi, próbował przekierować wewnątrz. Skupiliśmy się na dostarczaniu mocnych bodźców, w kierunku bólowych: mocne szczotki, także kłujące, ale i bodźców delikatniejszych: zimny materiał przykładany do twarzy, również wcierany, jak i dociskany. Następnie bodźce wibracyjne pochodzące z kamertonów. Na koniec mocne opukiwanie czaszki, twarzy i szyi: palcami, dłonią, gumowym młoteczkiem (z wyczuciem, delikatnie). Widać było, jak silne są to...
Ta część serwisu dostępna jest
tylko dla prenumeratorów.
Zaloguj się, aby uzyskać dostęp do materiałów.
Nie masz jeszcze dostępu?
Wybierz prenumeratę i zyskaj dostęp do pełnej
zawartości
serwisu.